Do zobaczenia wkrótce mój świecie.

 I wracam myślami do tych dni. Tych pięknych i słonecznych ale i też zimnych i pochmurnych. Te pochmurne kocham najbardziej, mają swoją magię ciepłej herbaty i kocyka.
Mottem codziennym było to, że mam jeszcze czas. Na wszystko. Uroki młodości prawda? Ale czas zbyt szybko daje znać, że jest później niż nam się wydaje. Tak minęło mi pięć lat. Zastanawiam się na co miałam czas, a co mnie ominęło. Mam wrażenie, że wszystko. Owszem zostały piękne zdjęcia, wspomnienia, tylko co z ludźmi z tych zdjęć? Gdzie są? Co się z nimi dzieje? Jak szczere są zdjęcia na Instagramie? Ile warte są lajki?  Dziś mogę się tylko domyślać. Mogę świadomie zadbać o relacje te bliskie i dalsze. O każde. Ten czas jest próbą generalną. Ile znaczymy dla kogoś, kogo nie mamy na co dzień.  
Pięć lat zajęło mi uporządkowanie tego bałaganu, gdzieś tam w środku wiem, że jeszcze nie wszystko jest tak jakbym chciała ale teraz jestem tu, zamknięta w dwudziestuośmiu metrach kwadratowych. Mała powierzchnia na moje myśli, które wylewają się ze środka. Dużo czasu na planowanie, na zadbanie o swoje zdrowie, na odpoczynek. Praktycznie raj dla introwertyka, z którym w siedemdziesięciu procentach się identyfikuje. Pozostałe trzydzieści procent usilnie ciągnie mnie do ludzi, do znajomych, do przeżywania ważnych chwil i jeszcze ważniejszych momentów. Do uśmiechu i  łez. Do emocji dnia codziennego.
Samotność daje mi poczucie bezpieczeństwa i kontroli, lubię ją, lubię się odciąć. Jeszcze bardziej lubię się odciąć z kimś. Rozmawiać o życiu przy butelce wina, zawsze jest go za mało, a dzień za krótki. O książkach i świadomości, której nie jesteśmy świadomi. Jak bardzo musiało się skomplikować życie żebyśmy docenili uściski dłoni i świeże powietrze? Pytanie to zostawię do osobistej refleksji. Powiem tylko, że jest to cholernie nie sprawiedliwe. Cieszyłam się z każdego dnia choćby był tym najgorszym w całym życiu. Codziennie dziękowałam Bogu, że mogę się rano obudzić, a wieczorem spokojnie zasnąć. Cała moc wydarzeń uderzyła wczoraj, kiedy spędzałam urodziny online. I mimo, że dziękuję za nieobecność, cholernie zabrakło tej obecności, przytulenia, prostych gestów, które na co dzień nie cieszą, a nadejdzie dzień kiedy będą największym prezentem,


Do zobaczenie wkrótce mój świecie.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Od słowa się zaczęło, na słowie się skończy.

Kim jest Anna? Oszust czy geniusz?

O szczęściach dużych i większych