A może rzucić to wszystko i zaplanować sobie życie?
Poniedziałek,
wieczór. Zgrabnie pomijając fakt, że całkiem niedawno próbowałam wyturlać się z
łóżka, mając plany na cały dzień. Nie wyszło, kołdra była bezpieczniejsza,
dawała choć kawałek normalności, snu, spokoju.
To nie jest
tak, że przespałam cały dzień, jasne, że nie. Tylko połowę, drugą połowę
zastanawiałam się czy mogę tu zostać na zawsze, ewentualnie teleportować się w
Bieszczady. Nawet pociąg sprawdzałam, nawet wolnego w pracy nie dostanę. No
plan idealny :D
I ja dziś o
planowaniu. O pięknych kolorowych kalendarzach, terminarzach i planerach. Czy
się sprawdzają- absolutnie nie. Czy je sprzedam? Oddam za darmo, nie używane od
kilku lat.
Z każdym
rokiem przestaje się łudzić, że w czwartek o 6:20 wstanę żeby zrobić poranny
trening. Bitch please popołudniowy czasami robię o 22. O regularnym
zdrowym jedzeniu nie wspominając, dobra
tu się staram, tylko w kwestii zdrowego, przecież nie regularnego.
Każdego
wieczoru kładę się spać z zaplanowanym (tak mi się wydaje) kolejnym dniem.
Koniec końców żyję po prostu teraz. Co mi przyniesie dzień nie wiem, nie wiem też
czy będzie tym najważniejszym, czy ostatnim ( roztargniony pieszy, pozdrawia
roztargnionego kierowcę, niech nasze drogi już nigdy się nie krzyżują). Z każdego dnia wyciągam wnioski i lekcje. Na bieżąco
decyduje co będę robić, jak będę robić i czy jutro, ewentualnie przy najbliższym
wolnym nie będę otwierać piwa w Bieszczadach, a wieczorem wracać do domu,
rzeczywistość dość brutalnie przypomina, że na takie ekscesy trzeba mieć
pieniądze, a żeby mieć pieniądze trzeba pracować. Błędne koło. A na fejsbusiu
arabscy książęta tylko czekają aż potwierdzę ich zaproszenie do znajomych.
Do czego
dążę? Ano do tego, że książęta są tylko w bajkach i tylko do momentu ślubu, o
żadnym nikt nigdy później nie słyszał.
Kalendarze
sprawdzają się do zapisywania, koniecznie z godzinami terminów egzaminów na
studiach, a planery są dobrym brudnopisem, gdy szybko potrzebuje kartki . Gdzie
w moim bałaganie jest sens? Absolutnie
nie wiem ale bawię się świetnie. Jedynym
moim planem jest bycie szczęśliwym.
Żyj ze sobą
i przede wszystkim dla siebie.
"Wanderlust" na moim obojczyku nie jest przypadkowym wzorem, ma dla mnie przeogromne znaczenie. Zamiłowanie do włóczęgi mam od bardzo dawna, od niedawna na tą włóczęgę mogę sobie pozwolić. Do zobaczenia w Bieszczadach.

Ja jestem zdecydowanym (nie)mistrzem planowania. Ehh pomyśleć ile razy brałam się za uporządkowanie mojego życia i ile razy skończyło to się fiaskiem. Próbowałam najrózniejszych kalendarzy, planerów, aplikacji.. wszystkie z tym samym skutkiem - marnym. Ale w sumie lubie to, lubię tą spontaniczność. Owszem, czasem zmarnuję dzień, ale nie zadręczam się, że poszło coś nie po mojej mysli :)
OdpowiedzUsuńZapraszam cieplutko do mojego miejsca w internecie ☺♥ normalbutdidnot.blogspot.com