Nie bójmy się mówić

Od dzieciaka nam wmawiają, że milczenie jest złotem.

I ja pozwolę sobie, tak nieśmiało zapytać gdzie są moje pieniążki?! Wydaje mi się, że trochę tego złota nazbierałam.  Bo, hej! Mam dwadzieścia cztery  lata! Pora ułożyć sobie życie, dom zbudować, drzewo posadzić… Tak się nie robi. Zabranianie mówienia, wyrażania swojego zdania jest chyba najgorszym z czym spotkałam się na swojej drodze życiowej.

Później oczywiście było już tylko gorzej, doszedł lęk, że to co powiem nie będzie dość wystarczające, że moje zdanie nic nie znaczy.

A teraz jestem tu , niezmiennie na 28 metrach kwadratowych i tulę moją nieśmiałość do serduszka i grzecznie proszę żeby sobie poszła. No niestety, moje rozczarowanie za każdym razem jest takie samo. Płacze, użala się, a ja co, no tulę ją dalej bo jest częścią mnie.  Może dlatego z każdym dniem staje się coraz bardziej posłuszna. Choć dziś głupi filmik, który trwał 59 sekund nagrywałam spooooro razy, a i tak koniec końców musiałam rozpisać chociaż w punktach co chcę powiedzieć co by  się nie zgubić we własnym monologu. Zdecydowanie pisanie wychodzi mi lepiej niż mówienie.

Jak bardzo boli pewność siebie? Okrutnie. Zawsze coś z tyłu głowy szepce mi, że może lepiej się nie odzywać, nie wychylać się, nie żyć?

Na szczęście wtedy wchodzi moje 60% ekstrawertyka i z całą szpachlą na twarzy zaczyna po prostu mówić. Z każdym słowem coraz łatwiej, coraz śmielej. Słowa lekko płyną z ust, a wiara, że to ma sens  skacze pod same niebiosa otulone chmurami z każdej strony. Wyobraźcie sobie jaki to piękny widok.

I kiedy nieśmiałość jest utulona, przychodzi niepewność. Podcina nogi i śmieje się w twarz. Treningi z boksu dość dobrze pamiętam mimo upływu czasu i kawałka zdrowia więc się bronię na ile mogę.

Nie doceniam jej, a ona wie gdzie zadać cios żeby bolało.

I każda sekunda bólu przywołuje wspomnienia, przywołuje nieśmiałość i (o zgrozo!) złote milczenie. Milczenie, które potrafi wyłączyć mnie na bardzo długo. Zabrać cząstkę mnie, którą jeszcze dłużej muszę odzyskiwać. Tak jakbym leciała z tych chmur i zastanawiała się czy na pewno położyłam tam materac.

Zostawię Was dziś ze słowami jednego z moich ulubionych kawałków: „Nie bójmy się mówić o ważnych rzeczach, nie bójmy się mówić otwarcie”.



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Od słowa się zaczęło, na słowie się skończy.

Kim jest Anna? Oszust czy geniusz?

O szczęściach dużych i większych