14:43


A jak już się wszystko skończy usiądę w domu i wypiję kawę.
Gdy wszyscy wyjdą na spacer, zrobią tłum, sprawią, że miasto znów zacznie tętnić życiem, ja usiądę przy stole i wypiję kawę. Jeszcze przez moment będę napawać się spokojem  i ciszą. Pomyślę o ostatnich tygodniach i spokojnie wezmę pierwszy łyk. Łyk wolności. Łyk spokoju. Łyk ciszy.
Priorytetowo uporządkuję resztę spraw i wyruszę w najpiękniejszą podróż, która została nam dana- podróż życia. Jutro.
Przy drugim łyku wyłączę telefon. Tęsknię ale jeszcze chwila. Jeszcze mało miałam wolnego czasu, jeszcze mam coś do zrobienia w domu, jeszcze mam książkę do dokończenia, jeszcze w tle gra mi audiobook, dwa ostatnie odcinki serialu… Powoli.
Przy trzecim łyku zacznę budzić swoje podekscytowanie. Na myśl o zmianach, o nowym etapie, o nowych wyzwaniach. Ale jeszcze nie dziś. Dziś piję kawę ze sobą, ze swoimi myślami. Jutro.
Czwarty łyk obudzi mnie już całkowicie. Obudzi lęk przed nadchodzącymi tygodniami. Obudzi strach o nieoczekiwanych skutkach ubocznych naszej przyszłej rzeczywistości. Zacznę łapczywie łapać myśli. Co Zrobić? Kogo odwiedzić? Kogo przeprosić? Komu ufać? Kogo odpuścić?  Jutro, dopiero jutro.
Piąty łyk upewni mnie w moich zamiarach, uspokoi emocje i pozwoli się zatrzymać. Dziś nie jutro. Małymi krokami dowędruję do mojej pewności.  Nie pozwalam jej zniknąć ani dziś ani jutro.
Szósty łyk wypiję szybko patrząc na zegarek. 14.23- za dwadzieścia minut mam pociąg. Za dwadzieścia minut zaczyna się moja przygoda. Za dwadzieścia minut zaczyna się moje życie. Dziś, nie jutro.
A kawę biorę na wynos. Priorytety.
Dzień dobry mój świecie.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Od słowa się zaczęło, na słowie się skończy.

Kim jest Anna? Oszust czy geniusz?

O szczęściach dużych i większych