Winna?
I są takie dni jak dziś. Ładne, słoneczne, trochę wietrzne. I też takie kiedy drażni najmniejsza rzecz. Małe sprawy rosną do rangi wielkich problemów. Małe gesty do szukania winy. I ja dziś o tym. O winie i nie ma to nic wspólnego z alkoholem mimo, że jedna lampka stoi obok mnie, a i to także nie ma nic wspólnego ze światłem mimo, że i Bożonarodzeniowe lampki się świecą. Wracając do winy, od roku staram się wyzbyć tego uczucia analizując otaczający mnie świat. Szukając złotego środka zastanawiam się czy przekroczyłam już granicę i za całe zło obwiniam otaczający mnie świat czy już jestem egoistką ze skłonnościami do bycia narcyzem, który faktycznie nie dostrzega swoich wad. Granice są cienkie, a stanąć po środku i utrzymać równowagę jest cholernie ciężko. Nawet mój fizjoterapeuta zauważył, że z zamkniętymi oczami nie stanę na palcach i nie utrzymam pionu. I taką metaforą tego są ludzie, którzy nie widzą starań wyśrodkowania życia, bez większego zastanowienia rzucają mięsem,...